AktywnyIPraktyczny Blog

Spisek czy ściema AiP

Partie w Fotoszopie

Fakty wskazujące na spisek.

 Jedno zdanie wstępu aby wyjaśnić sytuację. Tak, wypiłem odrobinkę.

 Zdanie drugie. Może odrobinkę za dużo.

 Związałem Żonę, która leży w kącie i z niedowierzaniem mruga oczami. Słowa pisnąć nie może bo zakleiłem jej usta taśmą. Hahahahahaha szatański śmiech dobyłby się z moich ust gdyby nie oni.

 Kto?

 Nieważne, nie mam czasu.

 Ubrałem się w szary płaszcz, pociąłem najlepsze rajtki Żony i wciągnąłem na łeb by zyskać kilka sekund czasu zanim mnie dopadną.

 Kto?

 Zrozumcie, naprawdę mam niewiele czasu.

 W końcu mam dowody na spisek. Tak, tak, tak. Ogólnoświatowy. Nie wiem masoni, Amerykanie, Żydzi, KGB, Watykan, Marsjanie... w pojedynkę wydają się małymi leszczami. Wielki, wielki spisek. Ale...

 Popełnili błąd.

 Liga angielska, zwana dalej Premiership. Mecz drużyn z czołówki tabeli. Arsenal i Chelsea a także Manchester Utd. grają u siebie z zespołami skazanymi na porażkę. Nie ma siły, gościnność nie istnieje, dostaniecie baty. Bukmacherzy nie dają szans przyjezdnym, kursy astronomiczne w przypadku wygranej straceńców, kuszące remisy.

 A jednak.

 Spiskowcy postanawiają się dorobić.

 Oba londyńskie kluby remisują. Fala samobójstw. Trzeszczą powały pod ciężarami wisielców, huczą rewolwery, z niemym wrzaskiem otwierają się tętnice, ciała samobójców stygną w spazmach po zażyciu trucizny. Finansjera przelicza zyski.

 Z remisów dwóch czołowych drużyn wynika dobitnie jedno. Tragedia z 11.09 to jedna wielka ściema. Co logiczne Elvis żyje. Równanie Schrödingera to jedna wielka ściema a więc i Einstein to oszust. Kopernik była kobietą. Ziemia jest płaskim dyskiem i wmawia się nam, że nie, bo cóż byłoby począć z biednymi krokodylami, które ów dysk podtrzymują skoro ekolodzy sprzeciwiają się temu. Bzdury o jabłkach w raju sponsoruje Tymbark.

 Szukajcie dalej.

 Ja wyjeżdżam. Podpadli mi i zniszczyłbym ich, gdybym nie był sam. Samiusieńki. Za słaby.

 Pa.

 *****

 Gdy wytrzeźwieję nawet napis na śniegu może stopnieć. Ale to nie ważne. Bo nic nie jest ważne. Ona jest ważna.

Przychodzą takie dni kiedy wzrasta moje zainteresowanie zakątkami świata, które zazwyczaj mało mnie obchodzą. Chiny, Kuwejt, Malezja, Kazachstan... Żarłocznie przetrząsam zasoby internetowe w poszukiwaniu informacji o państwach, co do których nie mam nawet pewności gdzie ich szukać na mapie. ...Laos, Senegal, Andora... Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości muszę dodać, że nie zadawalam się byle ochłapami medialnymi. Tak, interesują mnie tylko i wyłącznie informacje dotyczące reprezentacji futbolowych owych krajów.

 Niczym alkoholik na spotkaniu AA, powiadam: „Cześć, jestem crogool, obstawiam mecze futbolowe. Co weekend. Nie mam szczęścia”. Po serii wtop, porażek na całej linii i kwitowanych „Kurka, co za pech” drobnych potknięć (i tak rujnujących cały kupon), postanowiłem obrazić się chwilowo na ligę polską i angielską, by szukać szczęścia wśród archipelagów Oceanii, w Azji i Europie mniej znanej. Proszę sobie wyobrazić, że prawie się udało.

 Prawie.

 Jak napisałem Birdy w smsie: „Irracjonalne jest dla mnie by czuć niechęć do jakiś nacji bo taka panuje moda. Mogę tych nacji nie lubić gdy mi podpadną. Tak na przykład nie mam nic do Rumunów, nawet jeśli grają w tramwajach na tych cholernych instrumentach. Z resztą to zazwyczaj Cyganie a nie Rumuni. Ale żeby zremisować z Armenią? Teraz to się doigrali...”.

 Remis z Armenią? z którą nawet Polska wygrywa?

 Całe szczęście, że Birdy w nagłym przypływie patriotyzmu postawiła całe 2 złote na zwycięstwo Polski. Jakkolwiek zwycięski remis jest narodowym sukcesem, tak bukmacherzy uznają tylko zwycięstwa liczbowe. Tak czy siak, Kochana Żona poczuła ów przypływ emocji połączonego z gdybaniem, kiedy czujesz człowiecze łatwo zarobione pieniążki a tu pach! i Rumunia remisuje..