AktywnyIPraktyczny Blog

Jak skrzywdzić pomagając... AiP

Jabłko spada na ziemię, a rzeka, jeśli tylko nie ma nieszczęścia przepływać przez Rosję, wpada do morza, gdyż tak jest zgodnie z prawami Matki Natury która orzekła, że będziemy dążyć do minimum energetycznego. Z tego samego powodu dużo łatwiej wyładować się, najlepiej na kimś, czyniąc mu smutek i przykrość niż mu pomóc.

Dla Birdy wszelka ścisłość naukowa rzeczy sprowadza się do rozdziawienia buzi gdy opowiada się jej o wiązaniach chemicznych w kisielu.

-To tu są jakieś wiązania?- jej śliczne oczy błyszczą jeszcze bardziej niż zwykle, w wysiłku poznawczym gdy śledzi jak ciało plazmowate o smaku truskawek zsuwa się powoli z łyżeczki do półmiska.

-Ano, są…- i słucha tych zabawnych teorii, które wtłaczano mi do głowy przez parę lat. Nie ma żadnego znaczenia, że mylę się przy tym przeraźliwie…

Przez ostatni tydzień umawialiśmy się na poprawę jej pracy magisterskiej i kombinowaliśmy jak owo spotkanie mądrze rozegrać, tak aby nie wywołać frenetycznych objawów mego związku z komputerem. Założę się, że nawet przez chwilę nie pomyślała o samo zrealizowaniu się niepisanego postulatu Natury dotyczącego minimum energetycznego.

Nam facetom wydaje się, że świat jest bardzo prosty. Lubujemy się w skrajnych ocenach. Sprawy które nie dają się sklasyfikować i dopasować do dwu- no trzystopniowej skali („tak”, „nie”, „wisi mi to”) zostawiamy kobietom jako nie istotne, w sam raz dla nich. Każdy porządny facet, tak sobie kontemplujemy w samczej zadumie, wie, że komputer to głupie urządzenie i robi to co mu się karze. Nie będzie nam PC-et brzęczał pod biurkiem bo… bo dysk sformatuje i się skończy. Zetknięcie z przedstawicielkami kobiecego punktu widzenia, jaką niewątpliwie jest Birdy, zmusza jednak do pochylenia się nad tą odmienną filozofią.

- Czemu nagle zmieniłaś format? – marszczę groźnie brew

- Nic nie zmieniałam…- zaperza się Birdy

- Jak nie! – ton mego głosu, proszę to uwzględnić, predestynowałby mnie w tym momencie do roli najtwardszego śledczego – O, patrz tu jest tak a tu inaczej !

- To … on tak zrobił – mówi cichutko i patrzy z niemym, ledwo wyczuwalnym wyrzutem w stronę „Pecka”, który szyderczo mruga do niej czerwoną diodą.

I tak w kółko. W końcu w połowie sprawdzanej pracy gdy wydaje mi się, że ujarzmiłem szatańskie dziecko kolegów Bill`a Gates`a i żadne formatowanie tekstu nie pojawi się bez mojej zgody, odkrywam z przerażeniem niewiedzę Birdy w zakresie użycia automatycznego numerowania. Chwile potem moje szyderstwa i próby udowodnienia jakież to proste spowodują „posypanie się” całej pracy, ale to za chwilę, jeszcze tylko pośmieję się ze smutnej Birdy. Triumfujące męskie podejście do komputera jako sługi człowieka.

Potem, w tej przerwie pomiędzy „ja” uchodzącym za poważnego człowieka, a taką samo postawą po drugiej stronie wybuchu wściekłości, czas wypełniony jest urywanymi przekleństwami o których aż boli gardło, zaciśniętych pięści grzmocących w różne płaszczyzny znajdujące się w zasięgu ramion. Są jeszcze, wysłane na adres późniejszej refleksji obrazki na których Birdy siedzi przerażona: próbująca się uśmiechać, że niby to żarty (choć blada jest przy tym jak ściana) albo już na poważnie z łapkami przy buzi jakby próbowała przytrzymać oczy, uchronić je przed erupcją potoku łez. W końcu ten skroplony żal; na siebie, na mnie, na świat i prawa natury, spada obficie rujnując doszczętnie delikatny makijaż. Pozostają ciemne smugi…

Słowa plastry, które przynoszę po chwili leczą ból i pracujemy dalej udając, że nie stało się nic. Dużo prościej niszczyć. Dużo prościej dokuczyć. Dużo prościej sprawiać ból. Karmić pierwotne zło przerażająco aktywne w cieniu naszego jestestwa, teraz głośno mlaszczące po sytej uczcie negatywnych emocji… Zapijam je szklanką Jamesom`a. Cóż innego mogę zrobić. Jestem tylko facetem.